Serwus Madonna”, drugi studyjny album Janusza Radka, to nowoczesna forma retrospekcji – takiego powrotu, który nie jest jedynie odtworzeniem historii. Artysta, nieodżegnujący się od swoich krakowskich, muzycznych korzeni, czerpie pełnymi garściami z repertuaru śpiewaków „Piwnicy pod Baranami”. Daje mu jednak zupełnie nowe życie, a wraz z nim także i nowy wydźwięk.

Podobnie jak „Królowa Nocy”, tak i album „Serwus Madonna” poprzedzony został serią recitali.

 

  • Barany
  • Ballada…
  • Groszki i róże
  • Moja madonna
  • Naga dziewczyna
  • Grande Valse Brillante
  • Tomaszów
  • Skrzypek Hercowicz
  • Sur le pont d’Avignon
  • Jak kania dżdżu…
  • Panna śnieżna
  • Wiersze wojenne
  • Nie widzę ciebie…
  • Sonet XLIX
  • Pieśń Puka
Barany

tekst: Wiesław Dymny
muzyka: Andrzej Nowak

Pasą się pasą
Barany wełniane
Chmury białe
Tak jak na patelni
Na niebieskiej łące
Owieczki niedzielne
Słońce zwiastujące
Słońce słoneczko
Rozgrzane złociste
Chmury białe
Pasterz złotowłosy
Białą wełnę gładzi
Halą idzie bosy
Dokąd je prowadzi?
To na niebie
Ponad głowami
Płyną te baranki stadami
Niedziela wstaje
Rosą obmyta
Jak uczesana młoda kobita

Połoniny modre
Kiedy w słońcu stoją
Ciepłe łąki dobre
Wielka chata moja

Pasą się pasą
Barany wełniane
Owieczki białe
Pasą się pasą
Na halach niebieskich
Połoninach wiecznych
Hale hale płyną
Hale hale giną
Ballada o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego

tekst: Anonim tzw. Gall
muzyka: Andrzej Zarycki

Bolesław, książę wsławiony,
Z daru Boga narodzony,
Modły świętego idziego
Przyczyną narodzin jego.

W jaki sposób to się stało,
Jak się Bogu spodobało,
Możemy wam opowiedzieć,
Jeśli chcecie o tym wiedzieć.

Doniesiono do rodzica,
Któremu wciąż brak dziedzica,
By ze złota kazał odlać
Jak najszybciej dziecka postać.

Niech ją szybko śle świętemu,
By pomyślność zesłał jemu
Bogu śluby niech składają
i nadzieję silną mają.

Aaaaa a…

Szybko złoto roztopiono,
i posążek sporządzono,
Który za syna przyszłego
Do świętego ślą idziego.

Złoto, srebro, płaszcze cenne
Oraz różne dary inne,
Posyłają święte szaty
i złoty kielich bogaty.

Wnet posłowie się wybrali
Do krajów, których nie znali;
Gdy już Galię przekroczyli,
Do Prowansji wnet przybyli.

Dary posłowie oddają,
Mnisi dzięki im składają;
Cel podróży swej podają
Jakość sprawy przedstawiają.
Aaaaa a…

Wtedy mnisi trzy dni całe
Pościli na Bożą chwałę'
Ledwo ich post się zaczyna,
Matka już poczęła syna!

Więc posłom zapowiedzieli,
Co w swym kraju zastać mieli.
Załatwiwszy rzecz z mnichami,
Posłańcy wracają sami.

Minąwszy burgundzką ziemię
Wrócili, gdzie polskie plemię.
Wracali z twarzą promienną,
Księżnę zastając brzemienną!

Takie były narodziny
Owego właśnie chłopczyny,
Nazwanego Bolesławem
Ojciec zwał się Wladyslawem.

Aaaaa a…

Matka zaś Judyt imieniem,
Za dziwnym losu zrządzeniem.
Owa Judyt kraj zbawiła,
Gdy Holoferna zabiła
Ta zaś porodziła syna,
Co rozgromił poganina
Śpiewać dzieje tego księcia,
To cel mego przedsięwzięcia!

Aaaaa a…
Groszki i róże

tekst: Juliusz Antoni Kasper, Henryk Rostworowski
muzyka: Zygmunt Konieczny

Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Dla ciebie mały ogrodnik
Zasadził groszków tysiąc
W kapocie stracha na wróble
Pragnął ci miłość przysiąc
Więc z koszem groszków mały strach
Pierwszy raz spojrzał ci w oczy
O tysiąc więcej znalazł barw
Niż wyśnił sobie w nocy
I odtąd pod oknem twoim
Zaczarowany kamienny
Z bukietem groszków stoi
Strach romantyczny wierny

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Dla ciebie mały ogrodnik
Posadził pnące róże
Że tobą był urzeczony
Pragnął cię nimi urzec
I z róż naręczem przyszedł raz
Prosić o jedno twe słowo
Oślepił go twych oczu blask
Milczałaś kolorowo
I odtąd pod oknem twoim
I groszki kwitną i róże
Na modłę wiotkich powoi
Pną się i pną ku górze

Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw.

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż

Moja madonna

tekst: Wiesław Dymny
muzyka: Andrzej Nowak

Serwus madonna, skąd ja cię znam
Wciąż zamyślona, ciągle ta dal
Twe oczy, dwie łzy, a łzy jak rzeka
Rzeka jak czas, a czas ucieka
Taka znajoma jest twoja twarz
I takie polskie spojrzenie masz
Twe dłonie jak wosk, piękne do końca
Choć pełne trosk, ciepłe jak słońca

A może już widziałem cię
Na plaży albo w barze
Kiedy tańczyłaś tango
W objęciach marynarzy
A może już widziałem cię
Na plaży albo w barze
A może tylko w śnie
Pośrodku moich marzeń…

Czemu odjeżdżasz ekspresem w dal
Czemu mnie żegnasz, ach jaki żal
Na jeden twój gest rzucę miliony
Patrz otom jest łajdak szalony
Nie czas na żale, nie czas na ból
Ludzie szczęśliwi wracają z pól
Na Boga ja wracam samotny
Po tobie żal w sercu stokrotny

A może już widziałem cię…

Naga dziewczyna

tekst: Wiesław Dymny
muzyka:Andrzej Nowak

Wyobraź sobie miła moją mękę
Gdy wiatr co żagle napina
I statkiem targa jak łupiną
Tobie w górę podnosi sukienkę
A ty bezwstydnie jak w romansidle
Na udzie kładziesz rękę i śmiejesz się
Aż niebo się zachmurzy
Od wiatru co porwał ci sukienkę
Wyobraź sobie miła moją trwogę
Gdy stoisz z dumnym czołem
Naga w niedzielę pod kościołem
A tam wciąż dzwonią podniesienie
Wychodzi procesja, stuka bestia
A ty wcišż stoisz w górze i śmiejesz się
Aż niebo się zachmurzy od wiatru, jak płatkami róży
Wyobraź sobie moje utrapienie
Bo chcę byś naga stała
I chcę być wiatrem twego ciała
Otulić cię całą wiem, że nie mogę
Byś zachwycona w moich ramionach
Jak wiatr się rozmyła, rozwiała
Cicho mówiąc: ja jestem twoja, twoja mała…
Grande Valse Brillante

tekst: Julian Tuwim
muzyka: Zygmunt Konieczny

Ja wódkę za wódką w bufecie…
Oczami po sali drewnianej i serce mi wali (Czy
pamiętasz?)
Orkiestra powoli dogasa, przycicha
Powiada, że zaraz (Czy pamiętasz, jak z tobą…?)
Już znalazł mój wzrok twoje oczy
Już idę, po drodze zamroczy
Już zaraz za chwilę… (Czy pamiętasz, jak z tobą
tańczyłem?…)
Podchodzę na palcach i na raz nad głową
grzmotnęło do walca
Porywa na życie i śmierć do tańca Grande
Valse Brillante

Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca
Z panną, madonną, legendą tych lat
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca
Świat, co w ramiona mi wpadł
Wylękniony bluźnierca, dotulałem do serca
W utajeniu kwitnące te dwie
Unoszone gorąco, unisono dyszące
Jak ty cała, w domysłach i mgle…
I tych dwoje nad dwiema, co też są, lecz ich nie
ma
Bo rzęsami zakryte, wciąż zakryte, i w dół
Jakby tam właśnie były i błękitem pieściły
Jedno tę, drugie tę, pół na pół

Gdy przez sufit przetaczam, nosem gwiazdy
zahaczam
Gdy po ziemi młynkuję, to udaję siłacza
Wątłe mięśnie naprężam, pierś cherlawą wytężam
Będziesz miała atletę i huzara za męża

A tu noga ugrzęzła, drzazga w bucie uwięzła
Bo ma dziurę w podeszwie twój pretendent na męża 
Ale szarpnę, się wyrwę i już wolny, odeszło
I walcuję, szurając odwiniętą podeszwą
Tomaszów

tekst: Julian Tuwim
muzyka: Zygmunt Konieczny

A może byśmy tak, najmilsza,
wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
ta sama cisza trwa wrześniowa…

W tym białym domu, w tym pokoju
gdzie cudze meble postawiono,
musimy skończyć naszą dawną
rozmowę, smutnie nie skończoną.

Więc może byśmy tak, najmilsza,
wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
ta sama cisza trwa wrześniowa…

Jeszcze mi tylko z oczu jasnych
spływa do warg kropelka słona,
a ty mi nic nie odpowiadasz
i jesz zielone winogrona.

Tem biały dom, ten pokój martwy
do dziś się dziwi, nie rozumie…
Wstawili ludzie cudze meble
i wychodzili stąd w zadumie.

A przecież wszystko tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa…
Może więc byśmy tak, najmilsza,
wpadli na dzień do Tomaszowa?

Jeszcze ci wciąż spojrzeniem śpiewam:
Du holde Kunst… – i serce pęka!
i muszę jechać…więc mnie żegnasz,
lecz nie drży w dłoni mej twa ręka.

i wyjechałem, zostawiłem
jak sen zerwała się rozmowa.
Błogosławiłem, przeklinałem:
Du holde Kunst! Więc tak? Bez słowa?

A może byśmy tak, najmilsza,
wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
ta sama cisza trwa wrześniowa.

Jeszcze mi tylko z oczu jasnych
spływa do warg kropelka słona,
a ty mi nic nie odpowiadasz
i jesz zielone winogrona…
Skrzypek Hercowicz

tekst: Osip Mandelsztan
tekst polski: Wiktor Woroszylski
muzyka: Andrzej Zarycki

Był sobie skrzypek Hercowicz,
Co grał z pamięci jak z nut.
Z Schuberta on umiał zrobić
no brylant, no istny cud.

Dzień w dzień, od świtu po wieczór,
Zgraną jak talia kart,
Tę samą sonatę wieczorną
Wciąż pieścił jak jaki skarb.

I cóż pan, panie Hercowicz?
Za oknem ciemność i śnieg…
Dałbyś pan spokój, Sercowicz!
Takie jest życie, nie?…

Niech harmonijka – Cyganka,
Jak długo ściska mróz,
Wprost za Schubertem na sankach
Zawija kreskami płóz.

Nam z muzyką tak bliską,
Niestraszny i nagły zgon.
A potem z wieszaka zwisnąć
Jak płaszcz z postrzępionych wron.

Dawno już, panie Scherzowicz,
Wszystko skołował śnieg…
Dałbyś pan spokój, Sercowicz.
Takie jest życie, nie?
Sur le pont d’Avignon

tekst: Krzysztof Kamil Baczyński
muzyka: Andrzej Zarycki

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
jak fotografia wszystkich wiosen.
Kantyczki deszczu wam przyniosę
wyblakłe nutki w nieba dzwon
jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
”na moście w Awinion”.
Zielone, staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem, to usłyszysz
jak promień – naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien
”na moście w Awinion”.
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast – srebrzysty gotyk.
Wirują ptaki płowo- złote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych – białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
”na moście w Awinion”.

Jak kania dżdżu

tekst: Leszek Aleksander Moczulski
muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz

Jak kania dżdżu
tak czekam cię tu
I dusza ma
co ma
to da

Czyś z chmurnej mgły
czy z lśniących zórz
przybywaj
siądź
tuż tuż a już

Nie całych lat
daj czekać mi
godzinę
dwie
kwadransów trzy
Panna śnieżna

tekst: Andrzej Biełyj
tekst polski: Jerzy Zagórski
muzyka: Andrzej Zarycki

Senne pokoje
My we dwoje…
Szepczesz: „Przysięgi nie naruszę…”
Oczy…
Niebieskim lodem twoje
Oczy
Lustrują lodem duszę
Tyżeś to tutaj? Czyżby
Czyżby?
Moja srebrzysta panno jasna
(To zamieć której pęd muzyczny
Ulotną falą mnie pogłaskał)
Przędąc
Swą delikatną wełnę
Będąc
Jak śmiech i płacz poecie
Wsączyłaś się przez okno szczelne
Śnieżnym i kruchym białokwieciem…
Kurzy śnieg mokry
Muślinowy
Jak lilia w przezroczystej dłoni…
Okryj
Mnie płaszczem siwym szronie
Otul obrusem swym lodowym
Rano
Przyjaciel twój
Uśpiony
Nie drgnie odbitym w lustrze ciałem
Zawiśnie mętny kršg czerwony
W obłoku już osierociałym

Wiersze wojenne

tekst: Krzysztof Kamil Baczyński
muzyka: Zygmunt Konieczny

Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior,
zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne ptasi świst.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Kto mi odda moje zapatrzenie
i ten cień, co za tobą odszedł?
Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
jak rośliny są – coraz młodsze.

I niedługo już – tacy maleńcy,
na łupinie orzecha stojąc,
popłyniemy porom na opak
jak na przekór wodnym słojom.
i tak w wodę się chyląc na przemian
popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
tylko płakać będą na ziemi
zostawione przez nas nasze cienie

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
Wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
Futrem iskrząc zwiną wszystko
W barwy burz,
w serduszka listków,
w deszczu siwy splot.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył

Długą wijącą się wstęgą głos ciepły w powietrzu stygnie,
aż jego dosięgnie w zmroku i szept przy ustach usłyszy.
”Kochany” – szumi piosenka i głowę owija mu, dzwoni
jak włosów miękkich smuga, lilie z niej pachną tak mocno,
że on, pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy – czuję,
że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie powoli,
jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku
i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,
aż się dopełnia przestrzeń i czuje głos miękki
stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągniecie ręki.
”Kochany” – szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramiona

Las nocą rośnie. Otchłań otwiera
usta ogromne, chłonie i ssie.

Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył

Nie widzę ciebie w swych marzeniach

tekst: Leszek Aleksander Moczulski
muzyka: Jacek i Andrzej Zielińscy/Skaldowie

Nie widzę Ciebie w swych marzeniach 
Dokąd odeszłaś w dzień ten nie wiem 
Szaloną chmurą płyną ludzie 
Dzień się zaczyna, dzień bez ciebie 

Ciemnieje ludzi wielka chmura 
W ulicach nagle rozjaśnionych 
i nie wiem gdzie jest moje miejsce 
i nie wiem, w którą pójdę stronę 

Krzyczą wystawy, nazwy sklepów 
W ulicach nagle rozjaśnionych 
Tak łatwo minąć się w pośpiechu 
i nie wiem, w którą pójdę stronę

Być może jesteś tą dziewczyną A
i wczoraj byłem znów u ciebie 
Szaloną chmurą płyną ludzie 
i dokąd pójdę jeszcze nie wiem

Być może jesteś tą dziewczyną
Być może chodzę tak bez celu 
i nie wiem w którą, w którą pójdę stronę 
i dokąd pójdę jeszcze nie wiem

Nie widzę Ciebie w swych marzeniach 
Dokąd odeszłaś w dzień ten nie wiem 
Szaloną chmurą płyną ludzie 
Dzień się zaczyna, dzień bez ciebie…
Sonet XLIX

tekst: William Shakespeare
tekst polski: Jerzy Sito
muzyka: Piotr Walewski

Przeciw temu czasowi kiedy mnie wyminiesz
Kiedy poczną cię mierzić wszystkie moje wady
Kiedy sumę rzuciwszy na czyjeś wezwanie
Dodawać będziesz zyski i obliczać straty
Przeciw temu czasowi kiedy mnie wyminiesz
Ledwo okiem rzuciwszy grosik pozdrowienia
Kiedy miłość zmienionym łożyskiem odpłynie
I ważne znajdziesz dla niej usprawiedliwienie
Przeciw temu czasowi umacniam się teraz
W wyniosłych murach wiedzy o mojej wartości
Tę oto rękę prawą podnoszę niech wspiera
Wszystkie moje powody do innej miłości
Chcąc mnie bowiem porzucić prawa przywołujesz
Ja bo orzec nie umiem czemu mnie miłujesz

Pieśń Puka

tekst: William Shakespeare
tekst polski: Konstanty Ildefons Gałczyński
muzyka: Leszek Możdżer


Jeżeli my duchy płoche
Obraziliśmy was trochę
Wiedzcie, że to sen jedynie
I zaraz jak sen przeminie
Niech ta cała sprawa błaha
Nad wami jak sen się waha
Trwajcie w tym śnie jak w zabawie
A co złe to ja naprawię
Bo ja jestem Puk koleszka
We mnie wielka radość mieszka
A tym większa będzie przecie
Jeśli mnie nie wygwiżdżecie
Niech nikt mnie kłamcą nie zowie
Dobranoc drodzy widzowie
Dajcie nam brawo łaskawie
A co złe to ja naprawię.

RECENZJE

Gazeta Wyborcza